Witajcie kochani! Wiem wiem, jest już połowa listopada a ja dopiero pisze ulubieńców. Wszystko przez ogrom nauki jaki miałam w ostatnim czasie, już jutro przyjeżdża do mnie na wymianę dziewczyna z Włoch, jadę na dwie na wycieczki na pewno napisze notkę. Przejdźmy do Ulubieńców! Jak zwykle było mi ciężko wybrać piosenkę miesiąca więc wybrałam kilka, każda z nich o zupełnie innym klimacie.
Filmem tego miesiąca zostaje film mojego ulubionego Tima Burtona i oczywiście z Johnym Deppem i Heleną Bonham-Carter. Sweeney Todd: demoniczny golibroda z fleet street. Byc może efekty specjalne w tym filmie nie są zbyt realistyczne jednak musical godny obejrzenia!
Sucharem tego miesiąca zgodnie z obietnicą daną Weronice zostaje suchar który mi kiedy opowiedziała.
Co robi traktor u fryzjera?
Warkocze
Wycieczką tego miesiąca zostaje wyprawa na Krawców Wierch, którą postaram się opisać w najbliższym czasie :D pierwszy raz zdarzyło mi się w listopadzie żeby była tak piękna pogoda i można było wędrować w krótkim rękawku.
Ulubieńcem tego miesiąca zostają swetry, ostatnio przybyło ich trochę w mojej szafie, a przyznam że październik był bardzo chłodny szczególnie pod koniec. Różne selfie i zdjęcia znajdziecie na moim twitterze link obok >
Cześć! Wieki tu nie pisałam, ale czas to zmienić i coś nadrobić nie tylko na moim FP na Facebook :) W dzisiejszej notce chciałabym zabrać was do Gruzji, a dokładniej do malowniczego Kutaisi-jednego z najstarszych miast w Gruzji. Nasz pobyt miał miejsce początkiem kwietnia gdzie turystyka dopiero budzi się tam po sezonie zimowym, piszę to ponieważ chcieliśmy udać się z miejscowym biurem podróży do Batumi, jednak najbliższ terminy obejmowaly połowę kwietnia. W tej notce chcę przedstawić wam co warto zobaczyć, gdzie warto zjeść w Kuatisi i okoliach. Zacznijmy od samej organizacji naszego pobytu tam, mieliśmy wykupiony nocleg wraz z przelotami i co dalej? ...
Hejka! Czy ktoś z was pamięta serie wpisów zatytułowanych ,,w obiektywie"? Były to lata mojej weny do fotografowania i pisania tu na blogu. Pojawiły się dwa wpisy, o podobnym tytule do dzisiejszego. Możecie sobie je zobaczyć -> TUTAJ i TUTAJ . Razem z moją przyjaciółką postanowiłyśmy wybrać się z okazji ferii właśnie do domku. Początkowo moi rodzice podchodzili do tego pomysłu bardzo sceptycznie, poradzili nam zabrać ze sobą farelkę, ze względu na minusowe temperatury ( po naszym przyjeździe termometr wewnątrz pokazywał jeden stopień na minusie, haha). Sylwia zabrała się za rozpalanie w kominku, a ja zniosłam na dół pościel i zamknęłam wejście na górę, żeby ogrzane powietrze tam nie uciekało. Pod koniec dnia termometr pokazywał 20 stopni. Przeszłyśmy się na spacer po okolicy, wróciłyśmy dorzucić do kominka, przebrałyśmy się i poczułyśmy się jak małe dzieci zjeżdżając na sankach z górki. Po powrocie i zjedzeniu kolacji, przy muzyce, kominku i grzańcu zrobiło si...
Cześć wszystkim! W końcu odwiedziłam góry, tym razem moja kochana Babia, o której niedługo jak dobrze pójdzie będę mówiła ,,moja ulubiona" już w czerwcu poznając po raz pierwszy jej oblicze bez śniegu przy magicznym wschodzie słońca stwierdziłam, że z pewnością jeszcze nie raz tu wrócę. No i stało się wróciłam i znowu na wschód słońca. Tym razem obawiając się tylko mrozu, trochę spóźniłam się na wschód zabrakło mi tak nie wiele, dlatego moment wschodzenia słońca oglądałam trochę niżej (w okolicach Gówniaka). Była to moja 4 wizyta na babiej nie licząc tej gdzie miałam 4 latka, po prostu tego nie pamiętam. Wyprawa była z góry zaplanowana tak aby wyjść nie siedzieć na górze za długo i po prostu zejść. Na górze temperatura sięgnęła -21 stopni, o dziwo bez wiatru. Jeżeli chcecie zobaczyć jak to było w czerwcu odsyłam was do wpisu z czerwca KLIK . Poniżej fotorelacja. Miłego wieczoru! Już blisko Samolot ...
Komentarze
Prześlij komentarz